Wracałam z biblioteki rozmyślając nad tą adegdotą zwaną życiem. Ciepłe
promienie wiosennego słońca bezwładnie opadały na moje włosy, dodając im
nieziemskiego blasku. 'Nareszcie wiosna !' pomyślałam. Szłam przez
rozświetlony korytarz. Podążałam do mojego przytulnego pokoju. Już nawet
wiedziałam co pierwsze przeczytam. Najpierw obczaję całą serię Władcy
Pierścieni, potem luknę jakiś horror i... hmm... poczytam jakąś mangę!
Skręciąłm w hol prowadzący do mojego pokoju. Wyciągnęłam klucz, włożyłam
do zamka i przekręciłam, tym samym otworzyłam drzwi. Walnęłam na łóżko,
i przejrzałam czy mam wszystkie książki. Władca... był, kilka horrorów
wcześniej wyporzyczonych są, a mangę... to się potem coś załatwi.
Chociaż wszystko było, miałam nieodparte wrażenie że czegoś mi brakuje.
Rozejrzałam się wokół siebie. Wszystko było. Dziwne. Otworzyłam pierwszą
książkę i zaczęłam czytać. Po paru minutach rozżalona stwierdziłam że
jakoś niemam ochoty na czytanie. Rzadko się tak czułam. No, jak nie
czytanie to może porysuje ? Ogarnęłam wzrokiem potencjalne miejsca gdzie
może być szkicownik. Zero. Wstałam i zaczęłam szperać po pokoju,
wywalać ciuchy, przewracać meble itp. ale zeszytu nie znalazłam.
Normalnie taki pech ! A tak się fajnie zapowiadało. Wyszłam na korytarz i
poszłam szukać szkicownika w bibliotece. Był podpisany więc jak ktoś go
znalazł to raczej powinien się domyślić gdzie go oddać. Byłam już
blisko biblioteki gdy usłyszałam czyjeś kroki. Postanowiłam wykorzystać
moją niedawno nabytą umiejętność. Stałam się niewidzialna ! Midoria mnie
tego zauczyła. Wytęrzyłam słuch i czekałam na ktosia.
< Ktosiu ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz