Obroża była czarna i dziwnie lekka jakby cień... Podrzuciłem nią kilka razy w powietrze - opadała wolno jak papier albo ptasie piórko czy balon.
- Nie jest ona ze znanego mi materiału - powiedziałem. - Mógłbym powiedzieć, że jest zrobiona z cienia... Ale to niemożliwe.
- Chyba, że jeleń nie jest z tego świata - zaproponowała niby od niechcenia Mikasa.
- Nie z tego świata, powiadasz...?
Podniosłem się z kucków i podszedłem do leżącego jelenia.
- Powiedz mi - zacząłem - skąd jesteś?
Z zaświatów - usłyszałem głos w swojej głowie.
- Jak to? - zdziwiłem się. - Jesteś duchem?
W pewnym sensie tak, młodzieńcze - znów ten sam głos. - Obroża, którą mi zdjąłeś była symbolem obietnicy złożonej memu panu. Byłem jego stróżem gdyż jestem duchem lub jak kto woli - demonem.
- Demon... - powtórzyłem. - Czego chcesz w pobliżu Eden?
Niczego. Prawie niczego. - Jeleń powstał. - Szukam mego pana; Louisa Ewer.
Louis Ewer, powtórzyłem w myślach. Nie słyszałem chyba o nim; jednak możliwe, że...
- Jak długo go szukasz? - spytałem.
Już jakieś 200 lat - odparł jeleń.
Czyli jednak nie żyje. No tak, dla demona to mrugnięcie okiem.
- Jeleniu - powiedziałem po chwili. - Twój pan nie żyje. Już od dawna. Jesteś wolny i nie wiąże cię żadna przysięga. Możesz odejść.
Obroża na te słowa jakby się rozpuściła.
Powiadasz, żem wolny? - jeleń obrócił głowę. - W takim razie żegnam cię, ale na koniec powiem ci coś - chroń ją.
Jeleń zniknął.
Odwróciłem się do Mikasy; siedziała na ziemi przyglądając mi się bacznie.
- Słyszałaś naszą rozmowę? - spytałem.
- Nie słyszałam tylko ostatnich słów; jednak były chyba kierowane do ciebie, nie?
Skinąłem głową.
Spojrzałem na błękit nieba. Słońce wskazywało południe.
- Chodźmy Mikasa - powiedziałem podając jej rękę by pomóc wstać. - Wracamy do akademii.
- Hai.
Dziewczyna chwyciła mą rękę, a ja podciągnąłem ją do góry. Skierowaliśmy się do akademii.
<Mikasa? ^-^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz