Patrzyłem jak Mikasa śpi; jej oddech był spokojny - przynajmniej przez jakiś czas. Gdy wstawałem dziewczyna zaczęła niespokojnie się wiercić a jej oddech przyśpieszył. W pewnym momencie zaczęła coś mówić:
- Przestań... Nie... Nie rób tego...
Między innymi taki słowa wychwyciłem.
Usłyszałem cichy szelest za sobą. Zmarszczyłem brwi jednak się nie obróciłem. Znów cichy ledwo dosłyszalny odgłos. Oddech Mikasy znów przyspieszył. Coś było nie tak. Odwróciłem się ale nie nie zauważyłem. Ale słyszałem - ciche głosy, które brzmiały bardzo złowieszczo, jakby rzucały klątwę. Po plecach przeszedł mi dreszcz. Zamknąłem oczy i zacząłem uspokajać oddech. Gdy je otworzyłem przede mną stała czarna postać.
Składała się jakby z mgły i wpatrywała się swoimi oczodołami w leżącą dziewczynę.
- Więc tutaj się chowałaś - postać jakby mnie nie dostrzegła. - Twe cierpienia niedługo zostaną skrócone.
Wolnym krokiem czarna mglista postać zbliżała się do Mikasy. Uniosła ręce w których znikąd pojawił się nóż. Gdy dłonie wraz z ostrzem zaczęły opadać wyciągnąłem swoją finkę i zablokowałem cięcie własnym mniejszym ostrzem chroniąc dziewczynę własnym ciałem.
Postać dopiero teraz zdawała się mnie dostrzec. Cofnęła się o krok.
- Ktoś ty?! - spytała oburzona.
- Izaya Orihara - odparłem bez cienia lęku w głosie.
- Odsuń się - powiedziała.
- Jeżeli chcesz zrobić krzywdę Mikasie to najpierw musisz zabić mnie.
- Skoro nalegasz...
Postać ruszyła na mnie pędem. Zablokowałem kolejne cięcie swoim ostrzem. I kolejne i następne.
Ten ktoś nie dawał za wygraną i cały czas mnie atakował, a ja osłaniałem Mikasę własnym ciałem.
W pewnym momencie zdarzyło się coś czego obawiałem się najbardziej - ból w lewym ramieniu, uderzenie w nos i cios czarnym ostrzem prosto w mój bok. Zwinąłem się w pół by zatamować krwawienie.
- Skończyłeś, chłopczyku?
- Jeszcze żyję - odparłem podnosząc się.
- Iz... Izaya - usłyszałem w pewnym momencie za sobą. Mikasa powoli zaczęła otwierać oczy, a czarna postać wyraźnie zaczęła się uśmiechać. Uniosła ostrze znów do góry. Wtuliłem twarz dziewczyny w bluzkę mówiąc by zamknęła oczy i nie patrzyła.
- Iz... Ty krwawisz - zaczęła mówić.
- To nic - powiedziałem nie puszczając Mikasy. - Proszę zamknij oczy i nie patrz.
Gdy dziewczyna zgodziła się skinieniem głowy odsunąłem się uprzednio sprawdziwszy czy na pewno nie patrzy.
- Koniec - usłyszałem za sobą.
Postać mierzyła ostrze nie we mnie ale w Mikasę. Gdy je opuszczała rzuciłem się odpychając ją. Ostrze trafiło mnie w okolicę prawej łopatki. Podniosłem się, dziewczyna cały czas miała ręce na oczach. Walnąłem napastnika w głowę ogłuszając go. Szybko porwałem Mikasę na ręce wybiegłem z pokoju.
<Mikasa? Wiem... Trochę bez sensu... T.T>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz