Przez chwilę zaniemogłam. Zdziwiona wpatrywałam się w moją broń, a raczej w to, co z niej pozostało. Walczyłam nią już tyle czasu. Nigdy mnie nie zawiodła i... po raz pierwszy poczułam coś, co niektórzy nazywają sentymentem. Jak ja teraz sobie poradzę? Ogarnęło mnie nieznośna bezradność. Wkrótce jednak powróciłam do świata żywych, skierowałam wzrok w stronę Sebastiana, wciąż tkwiąc na podłodze. Sprawnie uwolnił Nenene, rodzeństwo rzuciło się sobie w objęcia. Przynajmniej Toki miał kogoś bliskiego. Co tak właściwie się ze mną działo? Zupełnie jakbym straciła całą swoją odwagę, spontaniczność i osobowość.
Zanim odpowiedziałam sobie na to pytanie, dostrzegłam, że przeciwnik wstaje. Podbiegłam do niego z zamiarem rozpoczęcia walki, ale uświadomiłam sobie moją bezbronność. Stałam, nie mogąc nic zrobić, a on był coraz bliżej. Coś jednak było nie tak... Nie zaczynał ataku, chociaż był zdolny mnie zabić. W końcu przemówił jakimś nienaturalnym głosem.
- Czas, byś wreszcie poznała prawdę.
Nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Co?
Ciekawe, w jaką gierkę zamierza się bawić tym razem, pomyślałam.
- Jestem twoim ojcem.
Trochę czasu upłynęło, nim dotarł do mnie sens tych słów. Wtedy świat zawirował wokół. Przestałam cokolwiek rozumieć, kolejne obrazy przesuwały mi się przed oczyma; Toki odpychający go, ciągnący mnie za rękę, aż wyszliśmy z pomieszczenia. Ale to już nic. Nic nie miało większego znaczenia.
< Toki? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz