Alice przyglądała się mu wręcz ze zwierzęcą ciekawością. Oczy z dzikiego szkarłatu zmieniły barwę na zielony, który w jej wypadku okazał być się
nieco bardziej przerażający. Jakby zmieniła się w zupełnie inną osobę. Wcześniej nie miała tego typu problemów z osobowością, z oczyma z resztą też. Poniekąd nie przeżywała przez dłuższy czas stresujących chwil. Może jednak strach obudził w niej prawdziwą naturę?
Zachichotała, dość przerażająco. Jak te dzieci z horrorów klasy B. Podeszła niepokojąco blisko Ciela i kuszącymi, lekko czerwonymi ustami musnęła go po policzku. Następnie ominęła go małym łukiem i dosłownie weszła w bardziej zacienione miejsce. Jej zdolność specjalna, w cieniu mogła znikać. Z początku było słychać sam chichot, cienki i długi. Aż dziwne, że w tak drobnej dziewczynie znalazło się tyle powietrza. Następnie słychać było pojedynczy syk, a potem jęknięcie. Alice wyszła z kryjówki, oczy wróciły do swojej pierwotnej postaci. Jedynie co przyciągało uwagę oczu to krew, która spłynęła po jej wardze, która wydała się być źródłem posocza. Jej język powędrował ku czerwonej cieczy, a następnie z powrotem do ust.
- Ciel... - stękneła - nie poznaję samej siebie.
<Ciel? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz