Alice czuła silne wyrzuty sumienia, czuła się winna i nie było jej z tym dobrze.
- Mogłeś tego nie robić, to ja bym tu leżała zamiast ciebie. Żywa lub
martwa, ale to nie jest ważne - pogłaskał go po włosach i uśmiechnęła
się.
- Bardzo cię boli? Jak tak to gdzie? Potrzebujesz czegoś? Mogę coś d...
-Siedź cicho błagam, nie jazgocz jak katarynka - przerwał jej.
- Już, już. Przepraszam - ukłoniła się lekko - pójdę po coś do pokoju i
zaraz wrócę, uno momento - pomachała mu i wybiegła z pomieszczenia.
Wbiegła do swojego pokoju jak torpeda. Stoja tam - niechlujnie
rozrzucone plecaki i walizki dziewczyny. Była zbyt leniwa, by się
rozpakować. Rzuciła się do największej walizki, z której wyciągnęła
największego królika. Miała ich pełno, ale tego zdecydowanie darzyłą
największą sympatią. Przytuliła go do siebie mocno i biorąc pod pachę,
wybiegła z pokoju prawie się przewracając. Długo nie zajęło jej dotarcie
do gabinetu pielęgniarki. Weszła do niego ostrożnie, ale bieg nieco ją
zmęczył, więc oddychała dosyć szybko, była zdyszana.
- Mam coś dla ciebie - kucnęła przy łóżku Ciela, by patrzeć mu równo w oczy - proszę - wyciągnęła przed siebie pluszaka.
- Może on poprawi ci humor - uśmiechnęła się uroczo - nazywa się Momo, sama go uszyłam, to mój ulubiony.
<Ciel? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz