- No wiadomo że wiem. Często tam siedziałem z ojcem gdy byłem mniejszy. - odparłem oschle. Szukając telefonu. Mi siedziała na fotelu, i patrzyła się co robię.
- Toki czego ty szukasz?
- Telefonu młoda, telefonu. - odparłem, nie zwracając wzroku na dziewczynę. Znalazłem telefon pod biurkiem, wstałem i zaczołem go przeszukiwać.
- Mam, potrzebne nam bedą kontakty by tam wejść. - uśmiechnołem sie szyderczo, po czym szukałem telefonu do ojca, lokaja i znajomego urzędnika.
- No jak chcesz, musimy tylko skołować garnitury. - odparła wstając. Spojrzałem na nia i sie zaśmiałem.
- Z czego się śmiejesz? - odparła oburzona.
- Zostaw to mnie. - rzuciłem uśmiech i wybrałem telefon do mojego starego i dobrego zaufanego lokaja. Który niecałe pół godziny później był pod akademią już. - Choć Mi, trzeba wcielić twój plan w życie - pokazałem na wysokiego mężczyzne stojącego z limuzyną pod bramą. Po chwili byliśmy już na dole, i Sebastian (tak się nazywał lokaj) powitał nas po czym kazał szybko wsiąść do długiego samochodu.
< Mi? brak weny ;-; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz