Szybko zmieniłam ' formę ' i podbiegłam do chłopaka .
- Izaya ! - Uklękłam przy nim i spojrzałam na jego ranę . - Boże ... - Zakryłam usta dłonią .
Spojrzałam w stronę chichoczącego mężczyzny . Wstałam , jednocześnie wyciągając zza paska sztylet .
- Zapłacisz za to . - Z kamiennym wyrazem twarzy skoczyłam na niego , a me ostrze wylądowało na jego gardle .
- Powiedz swojemu szefowi , że jeśli chce mnie - ma tu przyść osobiście , jasne ? - Warknęłam , a ten pokiwał hardo głową i znikł .
Wstałam i znów podeszłam do mego przyjaciela .
- Będzie dobrze ... - Wyszeptałam .
***
Po około 15 minutach siedziałam już przed gabinetem Medusy i czekałam na jakąkolwiek wiadomość odnośnie Izaya .
Schowałam twarz w dłonie . Czułam jak mym sercem targa ból , strach i jednocześnie smutek . Lecz ... Była tam też wiara . Wiara , że Izaya z tego wyjdzie , a z jego ust znów wydobędzie się ten lekko irytujący , a jednocześnie tak bardzo kojący śmiech ...
< Izaya ? Nie umieraj ~! ;_; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz