Była ciemność; wszędzie... Nie widziałem nic. Nagle przede mną pojawiło się światło i straszny ból w okolicy lewego ramienia.
- Au! - wrzasnąłem podrywając się nagle z łóżka. Rozejrzałem się wokół. Leżałem w białym łóżku w białym pokoju. Obok mnie na krześle sidziała zdziwiona Medusa z czymś dziwnym w ręce. Wzdrygnąłem się widząc ją tu - Medusa była ostatnią osobą, którą spodziewałem się spotkać.
- Obudziłeś się - powiedziała po chwili pielęgniarka. - Teraz się nie ruszaj, bo będzie boleć.
Tym dziwnym czymś okazała się być strzykawka. Nim się obejrzałem Madusa podawała mi zastrzyk. Nie bolało.
- Był to lek znieczulający. Dzięki niemu przez jakiś czas ramię nie będzie boleć. Ale oszczędzaj je. Będziesz nosił je w chuście tak jak ci ze złamanymi rękoma.
Już po chwili byłem na nogach. Lewe ramię swobodnie spoczywało w białej chuście przewiązanej przez szyję. Gdy podziękowałem za opatrzenie ran wyszedłem z gabinetu. Miałem zamiar udać się do pokoju.
Nagle na krzesłach obok drzwi do gabinetu pielęgniarki siedziała Mikasa. Zbadała mnie wzrokiem od stóp do głowy.
- Izaya! - w końcu z siebie wyrzuciła. - Jak się czujesz? Czemu wyszedłeś? Co powiedziała Medusa?
- Dobrze się czuję - odparłem. - Medusa pozwoliła mi wyjść; powiedziała tylko bym przez jakiś czas oszczędzał ramię, a od czasu do czasu składał jej wizyty by zobaczyła rękę.
- Masz złamaną? - spytała dziewczyna patrząc na rękę spoczywającą w chuście.
- Nie... Medusa kazał je tak nosić.
Uśmiechnąłem się.
- A tobie nic nie jest? - spytałem z kolei ja. Dziewczyna w odpowiedzi przecząco pokręciła głową.
- Idę do pokoju odpocząć - powiedziałem. - A ty? Też powinnaś odpocząć; tak mi się wydaje.
<Mikasa?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz