Alice spała niespokojnie. Cały czas się wierciła, mamrotała coś pod
nosem. Śniły jej się koszmary, które dręczyły ją każdej nocy. Bała
chodzić się spać. Wiedziała, że schizofrenia to choroba ciężka i
okropna, jednak nie chodziła do psychologa. Wierzyła, że poradzi sobie
sama z tym przypadkiem. Nic bardziej mylnego, potrzebowała wsparcia, a
czuła się samotnie.
Po dłuższym czasie Alice otworzyła oczy, nie wiedziała gdzie jest, ale
ujrzała Ciela śpiącego na siedząco w fotelu. Westchnęła głeboko i zdjęła
marynarkę, bo było jej gorąco. Usiadła po turecku i rozejrzała się po
ponieszczeniu. Była lekko oszołomiona i nie wiedziała o co chodzi.
- Ciel mnie tu chyba przyniósł - wyszeptała sama do siebie - jest kochany - uśmiechnęła się.
Nie chciała budzić chłopaka, więc podniosła się po cichu i usiadła na podłodze.
- Nudzi mi się - wymruczała znurzona, długo czasu nie upłynęło, a
zasnęła ponownie, tym razem na podłodze. Podłoga wręcz tonęła w jej
jasnych włosach. Tym razem podczas snu nic się nie działo.
<Ciel? ;3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz