-Kot mi zdechł. - mruknęłam i stopniowo przestawałam płakać. Czemu ja
w ogóle gadam z nieznajomymi? Czemu ja z kimś rozmawiam?
Pewnie nie będzie miły, pozory mylą. Zobaczymy czy miałam rację.
Wstałam z krzesła. Chłopak zdawał się zasatnawiać skąd się wziął ten mebel
na korytarzu. Z tym kotem była prawda. Zdechł zaledwie przed
chwilą a ja nie mogłam się otrząsnąć. Mieszkał ze mną od dzieciństwa.
Dał mi go tata jak jeszcze żył. Był jak umarł mi ojciec,
był jak nie miałam przyjaciół. Był prawie od zawsze.
Z moich oczu wymknęła się ostatnia łza. W ogóle to miałam ochotę uciec
stąd i zaszyć się w lesie ,,tak gdzie było moje miejsce".
Chwilowo odpłynęłam, ale usłyszałam jak nieznajomy powiedział:
<Ciel xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz