Zamyśliłem się trochę, spojrzałem jej w oczy byłem zdenerwowany i jednocześnie zdeterminowany.
- Heh, ciekawe naprawdę miło było. Ale muszę lecieć - odparłem wyrywając nadgarstek z jej małych rączek i ruszając do pokoju. - STÓJ! - Wykrzykneła zagradzając mi znów drogę.
- czego znowu?!
- Mam nadzieje że idziesz do pokoju? a nie lecisz od razu tam - odparła spokojnie. Rzuciłem jej lekki uśmiech - Nie bój sie idę do pokoju muszę pomyśleć. - minołem ją i wyszedłem do pokoju zatrzaskując drzwi za sb. Boże co ona tak się boi, to nie jej rodzina tylko moja. Co ona tak się nagle zaczeła o mnie martwić - pomyślałem kładąc się na łóżku i wpatrując w sufit. Wytężyłem umysł i myślałem co robić. Miałem plan by tam iść tylko najpierw znaleźć jakiegoś władającego, ale nie wiedziałem czy znajdę na czas...Więc ten plan by raczej nie wypalił. Wstałem i podszedłem do okna, wpatrując się na ogóród w którym były wyraźne znaki już nadchodzącej wiosny...
< Mi? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz