Koło
szesnastej zaczynało się ściemniać. Jak zawsze. Nic nadzwyczajnego. I
jak zawsze siedziałam sama w pokoju, popijając herbatę, wymyślając
historyjki...
Miałam już dosyć. Dosyć nudy. Wyszłam na korytarz, zaczęłam włóczyć się po szkole i cicho nucić jakąś melodię. Urwałam, gdy niespodziewanie zza rogu wyszedł jakiś chłopak. Wysoki. Z resztą dla mnie wszyscy są przeraźliwie wysocy. Miał włosy w zupełnie innej barwie niż moje, a mianowicie białe. Wpatrywał się we mnie błękitnymi oczami, najwyraźniej zdziwiony. Postanowiłam to wykorzystać i coś powiedzieć. -Zimno. Prawda? -spytałam zupełnie bez sensu. -Mi nie... -odpowiedział. -A mi tak. Mniejsza. Nie zauważyłeś, że wszyscy tutaj są jacyś dziwni? Otworzył usta, ale nie dałam mu dojść do głosu. -Oprócz mnie, oczywiście. Ja przynajmniej potrafię walczyć. Skoro nic nie odpowiadasz, pójdę już sobie. Zanim zdążył zareagować, energicznym krokiem poszłam w jego stronę chcąc go wyminąć, lecz on mnie zatrzymał. < David? > |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz