26 stycznia 2014

Od Midorii CD Davida

Koło szesnastej zaczynało się ściemniać. Jak zawsze. Nic nadzwyczajnego. I jak zawsze siedziałam sama w pokoju, popijając herbatę, wymyślając historyjki...
Miałam już dosyć. Dosyć nudy.
Wyszłam na korytarz, zaczęłam włóczyć się po szkole i cicho nucić jakąś melodię. Urwałam, gdy niespodziewanie zza rogu wyszedł jakiś chłopak. Wysoki. Z resztą dla mnie wszyscy są przeraźliwie wysocy. Miał włosy w zupełnie innej barwie niż moje, a mianowicie białe. Wpatrywał się we mnie błękitnymi oczami, najwyraźniej zdziwiony. Postanowiłam to wykorzystać i coś powiedzieć.
-Zimno. Prawda? -spytałam zupełnie bez sensu.
-Mi nie... -odpowiedział.
-A mi tak. Mniejsza. Nie zauważyłeś, że wszyscy tutaj są jacyś dziwni?
Otworzył usta, ale nie dałam mu dojść do głosu.
-Oprócz mnie, oczywiście. Ja przynajmniej potrafię walczyć. Skoro nic nie odpowiadasz, pójdę już sobie.
Zanim zdążył zareagować, energicznym krokiem poszłam w jego stronę chcąc go wyminąć, lecz on mnie zatrzymał.
< David? >



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz