-Poczekaj! -pisnęłam.
-Tak bardzo mnie polubiłaś?
Nie chciałam, żeby myślał, że się za nim uganiam, tylko... Nudziło mi się i chciałam kogoś podręczyć. A przynajmniej to sobie wmawiałam.
-Nie. Po prostu inaczej wyobrażałam sobie syna premiera. Myślałam, że chodzisz w garniturze, jesteś oschły, oficjalny, i o wiele brzydszy.
Moje słowa zabrzmiały jakoś dziwnie. Ugryzłam się w język. Nie miałam zamiaru nic takiego mówić. Dlaczego?
-Czyli mnie lubisz?
-Nic takiego nie powiedziałam! -tłumaczyłam się, sama przed sobą.
-A ja myślę, że tak.
-To źle myślisz.
-Czyżby? -szyderczy uśmieszek.
-Nie... To znaczy tak... To znaczy... Eh, przestań na mnie tak patrzeć!
Spuściłam wzrok i czułam, że się rumienię.
< Toki? znowu. xd >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz