Podszedłem do dziewczyny. Miała przerażony wzrok; całkowicie
znieruchomiała. Podążyłem wzrokiem za wzrokiem dziewczyny. Zauważyłem w
bramie ubranego na czarno człowieka. Nie spodobał mi się. W ręce
dzierżył niewielki, ale groźnie wyglądający nóż.
- Mikasa... - powiedziałem cicho do dziewczyny. - Wszystko w porządku.
Mikasa złapała mnie za rękę. Lekko drżała.
- Izaya - powiedziała. W jej głosie słychać było przerażenie. - Chodźmy stąd, szybko.
- Nie podoba mi się ten gość. Czy coś cię z nim wiąże?
Dziewczyna nic nie odpowiedziała.
- Chodź, Mikasa. Pokonamy go.
- Nie... - w końcu dziewczyna wydukała. - On jest ,,zawodowym" mordercą. To on zabił moich rodziców.
- No to czas się z nim rozprawić - spojrzałem w oczy dziewczyny. -
Spokojnie... Nic nam się nie stanie. Jesteśmy na terenie akademii.
Sądzę, że gdy ktoś zauważy, że się bijemy przyjdzie tu i nam pomoże.
Pociągnąłem ją za sobą. Poprosiłem by Mikasa zamieniła się w kosę. Po
chwili w rękach dzierżyłem długą na prawie 3 metry kosę o czarnym
lśniącym ostrzu, w którym odbijała się twarz dziewczyny. Patyk - że tak
to ujmę - był srebrny; po obu jego stronach na szczycie były ostrza,
tylko, że jedno mniejsze od drugiego. Spodobała mi się Mikasa-Kosa.
Śmiało podszedłem do faceta.
- Czego chcesz w Akademii Eden? - spytałem wymierzając w niego Kosą.
Gość uśmiechnął się tajemniczo.
- Szukam pewnej dziewczyny... Widziałeś ją może? Na nazwisko ma Akkāman.
Chodzi mu o Mikasę... Czego od niej chce? - pomyślałem.
- Może znam. Czego od niej chcesz?
- Tylko z nią pomówić.
- Nie wierzę ci. Masz w ręku nóż; i to nie byle jaki. O ile się nie mylę jest to śmiercionośna saksa. Chcesz jej zrobić krzywdę.
Facet zaczął się szaleńczo śmiać. Cofnąłem się o krok. Gość zamachnął się nożem. Cięcie zablokowałem kijem od kosy.
- Wybacz Mikasa! - krzyknąłem gdy usłyszałem ciche ,,uch" dochodzące z kosy.
- O~ - odezwał się mężczyzna. - Widzę, że dziewczyna jest bronią.
Gość zaczął zasypywać mnie gradem ciosów; cofałem się. Pech chciał, że
stanąłem na śliskim lodzie. Wywróciłem się wypuszczając broń z rąk.
Mikasa odleciała kilka metrów ode mnie.
Facet zaczął zbliżać się do niej.
O nie! - krzyknąłem w myślach.
Na głos wykrzyknąłem.
- Mikasa; odmiana! Uciekaj!
<Mikasa? Moja wena chyba powróciła ^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz