Alice wybiegła niczym strzała ze swojego pokoju, z którego po otwarciu
drzwi wyleciała chmura dymu. Dziewczyna widocznie przestraszona udała
się przed siebie. Całą aferę spowodował maleńki komar i sprey na owady,
panicznie bała się owadów, zwłaszcza tych niemiłosiernie bzyczących.
Jakby nigdy nic otrzepała się i ruszyła w stronę drzwi wyjściowych z
akademii. Była dosyć zamyślona, ale jednak ze sfer swojego umysłu
wyciągnął ja upadek. Walnęła o coś, a właściwie o kogoś i upadła na
pupę. Rozejrzała się i jej oczom ukazał się wysoki chłopak, a ona
uśmiechnęła się na widok nowej osoby.
- Ja... przepraszam. Byłam zamyślona - podniosła się - nie potłukłam cię? - schowała ręce za siebie lekko speszona.
<David? B)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz