Byłem na wakacjach, na które wysłali mnie rodzice. Po Stanach
Zjednoczonych. Jechałem pociągiem do Waszyngtonu. Monotonny stukot kół o
szyny zaczął powoli mnie usypiać. Byłem calkiem sam w całym wagonie.
Widocznie niewiele ludzi korzysta z tej lini - pomyślałem.
Odetchnąłem głęboko.
Przez zimne okno rozpościerał się widok na pustynię. Nie było widać nic
prócz morza piasku. Gdzieniegdzie kupy złotego pyłu uformowały wydmy.
Patrzyłem się tępo na monotonny krajobraz.
Nagle usłyszałem pisk kół o szyny, a po chwili poczułem silny wstrząs.
Gdy otwarłem oczy; zamknięte na czas trzęsienia; spostrzegłem, iż wagon
jest przechylony w prawą stronę i to nawet mocno. Wokół wznosiły się
kłęby pary wodnej. Wziąłem swój niewielki bagaż - okrągła czarna torba
na ramię - i wyszedłem przez okno wcześniej otwierając je na oścież.
Gdy wysiadłem zauważyłe, że parowóz - tak; pociąg prowadziła stara
lokomotywa - wypadła z torów i lezy przewrócona bokiem. Kilku ludzi
machało i krzyczało do siebie. Ja natomiast postanowiłem się rozejrzeć.
Wszedłem na pierwszą lepszą średniej wielkości wydmę. Osłaniając oczy
dłonią przed porannym słońcem rozejrzałem się wokół. Zza kolejnej wydmy
wystawał dziwny szpic. Podniosłem brwi. Ześliznąłem się z kupy piasku i
wspiąłem na następną.
Przede mną stał ogromny... No; coś w rodzaju zamku.
- Co tu robisz i kim jesteś? - usłyszałem głos za sobą, a na gardle poczułem ostrze.
- Pociąg, którym jechałem wykoleił się, a ja postanowiłem się rozejrzeć - odparłem.
Ostrze z mojej szyi ustąpiło i błyskawicznie się odwróciłem do
dziewczyny o długich fioletowych włosach. Ręką opierała się o... kosę i
patrzyła na mnie z uwagą.
- Imię? - spytała z arogancją.
Nic nie powiedziałem; ale spytałem:
- Co to za budynek?
Wskazałem palcem na ,,zamek"
- Academy of Chempions Arms - powiedziała. - Pytałam o imię.
- O! A co robicie w tej akademi?
- Imię!
Spojrzałem na nastolatkę.
- Mów mi Kaera.
Nagle kosa o którą się opierała zmieniła się w białowłosego chłopaka.
- Chodź z nami powiedział.
Dwójka - na oko młodszych ode mnie - nastolatków poprowadziła mnie
korytarzami szkoly, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed pewnymi drzwiami.
Długowłosa dziewczna zapukała po czym otworzyła drzwi. Znaleźliźliśmy
się w gabinecie... dyrektora?!
- Dyrektorze; ten chłopak szwędał się w okolicach szkoły.
Niewysoki mężczyzna - mniejwięcej mojego wzrostu - podszedł do mnie i przyjżał mi się z uwagą.
- Imię? - spytał dyrektor.
Dziewczyna otworzyła usta, ale ją uprzedziłem.
- Nazywam się Orihara Izaya. Pochodzę z Japoni.
- Slychać twój japoński akcent - mężczyzna skinął głową.
- Mi przedstawiłes się Kaera! - wykrzyknęła dziewczyna.
- Bo to moja ksywa - odparłem bynajmniej niezainteresowany.
- Spokojnie Yuuko. Oprowadź go po szkole i zaprowadź do pokoju numer 5. Będzie doskonałym mistrzem broni.
Gdy Yuuko - jak się dowiedziałem - oprowadzała mnie po budynku wyjaśniła
o co chodzi z tą akademią i odpowiedziała na wiele zadanych przeze mnie
pytań.
Gdy byłem sam w moim pokoju usiadłem na łóżku.
W końcu uwolnię się od starych! - zacząłem myśleć. - I tak zawsze mieli mnie gdzieś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz