Tego dnia wstałam niemal o świcie. Nie spałam dobrze poprzedniej nocy z powodu dręczących mnie myśli i chętnie poleżałabym jeszcze parę godzin, ale chęć wykonania powierzonej misji zwyciężyła. Zwlokłam się z łózka, zarzuciłam czarne ubrania i płaszcz, po czym umieściłam u pasa nieodłączny jednoręczny miecz.
Z tego, co wiedziałam demon którego musiałam unicestwić krył się gdzieś w ogrodzie, więc bez zwłoki ruszyłam najkrótszą drogą.
Idąc, napotykałam uczniów - Mistrzów broni, ich nie zaraził potwór. Dziwili się, że wyruszam naprzeciw niebezpieczeństwu zupełnie sama. Bez drużyny. Odpowiadałam zniecierpliwiona, że dam sobie radę mimo utrudnienia, po czym odchodziłam nim zdążyli zaprotestować. Pytania stały się tak uciążliwe, że w końcu wykorzystałam energię aby mnie nie zobaczyli, choć obiecywałam sobie oszczędzać siły.
W końcu dotarłam do bram ogrodu. Było jasno, więc nie czułam lęku. Bez wahania otworzyłam wrota i nie ujawniając się wkroczyłam w zarośla, mocniej ściskając rękojeść klingi.
< ..CD nastąpi >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz