Właśnie dochodziła szesnasta, z racji, że była zima, a na ziemi leżał
biały puch, zaczynało się ściemniać. Uroki tej chłodnej pory roku. Przed
drzwiami akademii stanął chłopak, wełniany szalik prawie zakrywał mu
całą twarz. Przez ramię przewieszoną miał sportową torbę, z której
wystawał rękaw jakiejś czarnej bluzy. W drugiej ręce trzymał rączkę od
sporej walizki. David uśmiechnął się i skierował się w stronę schodów.
*
Po dokonaniu wszystkich formalności związanych z jego pobytem w tej
szkole, postanowił przejść się korytarzami szkoły. Nudziło mu się
niemiłosiernie. Przerażającą ciszę przerywało jedynie nucenie wesołej
melodii.
<Zechciałby ktoś dokończyć? *u*>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz